Ostatnio z powodu zbyt dużej ilości wolnego czasu postanowiłem wybrać się na zakupy do zatoki piratów. Zasadniczo z góry upatrzyłem sobie kategorię z systemami operacyjnymi, gdzie w poszukiwaniu róźowego kapelusika wpadłem na limitowaną edycję produktu firmy Apple przeznaczonego na komputery z procesorami AMD (a co!).
Mac OS X 10.4.8 - nawet ładnie brzmi, więc nawet długo się nie zastanawiałem. Ponieważ zamówienie realizowałem z dostawą do domu to otworzyłem odpowiedni program do realizacji zamówień, poklikałem tu i tam a następnie poszedłem spać, by dnia następnego obudzić się z gotowym produktem w domu ;-). Ranek nastał szybciej niż myślałem, ponieważ z wrażenia obudziłem się około 7.30.
A teraz bardziej serio. Nagrałem odpowiednią płytkę i przystąpiłem do instalacji. Start całkiem udany był.
No... ale przez następne kilka godzin nic tylko restartowałem komputer z nadzieją, że kolejna zmiana w biosie, wyłączenie tego i tamtego, przełączenie się na zintegrowanego GeForce 6100 coś zmieni... Nic, kompletnie nic. Można było sobie oglądać jabłuszko w nieskończoność (oczywiście w międzyczasie oświecono mnie i polecono wpisanie "-v" przy opcjach startowych dvd). W trybie verbose wyrażnie mi podpowiadał "still waiting for root device".
W międzyczasie wpadła mi w łapki wersja 10.4.10 i ona była bardziej "pr0 emo" i wywalała przynajmniej jakieś sensowne errory ;-). Ciągle wszystko rozchodziło się o ten dysk...
Już taki załamany myślę co by tu jeszcze zrobić, aby odpalić ten system ( nie dam się pokonać jakiemuś tam apple :> ). Nagle wpadłem na tak prostą oczywistość, że aż głupią - wymieniłem taśmę dla dysku IDE... No niesamowite... Instalator się uruchomił. Myślałem, że padnę - bynajmniej nie będąc pod wrażeniame samego instalatora. Długo nie musiałem czekać, żeby zostać zaskoczonym po raz kolejny. Zmodyfikowany Tiger nie wykrył dysku SATA, ba... on nawet kontrolerem za specjalnie się nie przejął. Żeby było zabawniej mam nagrywarkę dvd na sata - to mu nie przeszkadzało - ciamk!.
Ale ja jestem twardy! Postanowiłem eksmitować dane z dysku IDE i zainstalować. Skoro już ruszyło to kto wie, kiedy następnym razem się uda (wersja 10.4.8 poszła na pierwszy ogień), więc trzeba korzystać z okazji. No tam, klik, klik - tu się partycje zrobiło, tam wybrało dodatki i wziuum - leci. Już widać koniec i sobie nagle coś przypomniałem - ludzie mówili, żeby przy tworzeniu partycji wybierać MBR z wiadomych przyczyn... &*#$@$%!!! Już mija 6 godzina pojedynku, można sobie pozwolić na odrobinę wulgaryzmów. Ale opanowałem się. Instalator poprosił o restart komputera, pozwoliłem mu a zaraz potem już prawie na kolanach klęcze przed monitorem, no i jak zwykle nic to nie dało - br0 error.
Uff... stwierdziłem, że nie dam za wygraną i dam Tigerowi ostatnią szansę. Tym razem w napędzie wylądowała wersja 10.4.10. Ładnie się uruchamia, instalacja nie różni się znacząco od poprzednika. Poza jedną rzeczą - wykrył mi dysk SATA, ale w tym momencie już nie miałem siły na eksperymenty i pozostałem z dyskiem IDE. Kliku, klik - restart i bach! Uruchamia się, jest dobrze. Przyglądam się uważnie temu co jest wyświetlane na monitorze i zaczynam się zastanawiać, kiedy to wybuchnie - to mu nie pasuje, to jest w złej wersji a w pewnym momencie to nawet karta graficzna była "failed!". Nagle gaśnie monitor, by ponownie się włączyć i moim oczom ukazuje się... Mac OS X 10.4.10 w pełni okazałości :D. Przywitał się ze mną w kilki/kilkunastu językach (ładna prezentacja w sumie - Vista to pikuś :> ). Po przebrnięciu przez serię pytań dostałem możliwość poruszania się po interfejsie. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to zmieniłem tapetę:
Pora na widgety:
Całkiem miłe wrażenie. Dobra... ten system jest bardzo fajny ;-). Chociaż w międzyczasie jak chciałem nagrać coś moją "super wypasioną" nagrywarką na sata to się tygrysek zbuntował - wtedy to właśnie zauważyłem, że kontroler SATA jest read-only...
Pokusiłem się też o sprowadzenie MS Office 2004, ale średnio przypadł mi do gustu:
Tak włączyłem sobie póżniej to całe Apple Safari, ale użytek był z tego taki, że odpaliłem opera.com i zassałem normalną przeglądarkę. Safari to pseudo przeglądarka, ale lepsze to jak Firefox w sumie.
Na koniec obecny wygląd. Coś czuje, że dłużej zabawię z tygryskiem. Świetny system na desktop. Tylko mogliby trochę mniej sępić $$.
Jak widać po skrinie z widgetami pozwoliłem sobie na dłuższe obcowanie z tym systemem, ponieważ pierwsze wrażenie było za piękne, ale w sumie teraz też jestem entuzjastą tego systemu. Fajnie, że gry na to są... dobra... fajnie, że Colin McRae 2005 tu działa :>. A i MS AoE III też nie najgorzej śmiga. Mam też przez przypadek NFS Carbon, ale ta gra jest tak denna, że po włączeniu i sprawdzeniu jak to działa na pełnych detalach na tygrysku poszła do kosza.
Ale co tam gry. podoba mi się to, że tutaj wszystko niemal działa od pierwszego kliknięcia a instalacja takiego Adium polega na przeciągnięciu go na dysk. Cały program zawarty w jednej paczce i niemal tylko ustawienia są poza nim. Świetne. Klikam dwa razy - włącza się Adium. Klikam na "Show package contest" i otwiera mi się folder. Naprawdę niezły patent.
Podoba mi się też to, że ten system jest stosunkowo udanym połączeniem prostoty z Windows i funkcjonalności - z powiedzmy - Debiana :>. Można sobie wyklikać, można sobie spod terminala skonfigurzyć, gdzie oczywiście druga opacja jest dużo bardziej rozbudowana, ale większość osób jak słyszy, że kombinuję z tym systemem to mówią, żebym sobie wrocił do FreeBSD czy tam właśnie Debiana ^^.
Fajnie rozwiązane są efekty 3D. Dużo bardziej do mnie trafiają niż wyolbrzymiony Compiz Fussion. No... i tutaj działa to stabilnie w pelnym tego słowa znaczeniu. Hmm...
No właśnie - w sumie to w tym systemie nie ma tak wiele, nie jest też jakiś mega wybajerzony, ale jednak ma w sobie coś co skusiło mnie na oderwanie się od Visty i Debiana niemal od pierwszego uruchomienia. No nic... wciąga ten system strasznie ;-). Powoli zaczynam rozumieć za co ludzie kochają apple.
PS. Jeśli będą literówki to najmocniej przepraszam, ale już wyjątkowo zmęczony jestem -_-'
Również używałem, tylko że, dzięki Bogu (;)), na intelu. Działa stabilnie, ale jeszcze chyba poczekam, aż więksi ode mnie podopisują brakujące sterowniki do mojej dźwiękówki itp. :}
I tym sposobem spirala się nakręca, za jakiś czas stwierdzicie że ten koazcki system lepiej odpalić na koazckim dedykowanym sprzęcie i staniecie się fanboyami Apple`a ;)
Mac OS X 10.4.x vs. AMD Athlon 64.
25 sierpnia 2007 o godzinie 00:06:52 w Systemy operacyjne
Cześć,
Ostatnio z powodu zbyt dużej ilości wolnego czasu postanowiłem wybrać się na zakupy do zatoki piratów. Zasadniczo z góry upatrzyłem sobie kategorię z systemami operacyjnymi, gdzie w poszukiwaniu róźowego kapelusika wpadłem na limitowaną edycję produktu firmy Apple przeznaczonego na komputery z procesorami AMD (a co!).
Mac OS X 10.4.8 - nawet ładnie brzmi, więc nawet długo się nie zastanawiałem. Ponieważ zamówienie realizowałem z dostawą do domu to otworzyłem odpowiedni program do realizacji zamówień, poklikałem tu i tam a następnie poszedłem spać, by dnia następnego obudzić się z gotowym produktem w domu ;-). Ranek nastał szybciej niż myślałem, ponieważ z wrażenia obudziłem się około 7.30.
A teraz bardziej serio. Nagrałem odpowiednią płytkę i przystąpiłem do instalacji. Start całkiem udany był.
No... ale przez następne kilka godzin nic tylko restartowałem komputer z nadzieją, że kolejna zmiana w biosie, wyłączenie tego i tamtego, przełączenie się na zintegrowanego GeForce 6100 coś zmieni... Nic, kompletnie nic. Można było sobie oglądać jabłuszko w nieskończoność (oczywiście w międzyczasie oświecono mnie i polecono wpisanie "-v" przy opcjach startowych dvd). W trybie verbose wyrażnie mi podpowiadał "still waiting for root device".
W międzyczasie wpadła mi w łapki wersja 10.4.10 i ona była bardziej "pr0 emo" i wywalała przynajmniej jakieś sensowne errory ;-). Ciągle wszystko rozchodziło się o ten dysk...
Już taki załamany myślę co by tu jeszcze zrobić, aby odpalić ten system ( nie dam się pokonać jakiemuś tam apple :> ). Nagle wpadłem na tak prostą oczywistość, że aż głupią - wymieniłem taśmę dla dysku IDE... No niesamowite... Instalator się uruchomił. Myślałem, że padnę - bynajmniej nie będąc pod wrażeniame samego instalatora. Długo nie musiałem czekać, żeby zostać zaskoczonym po raz kolejny. Zmodyfikowany Tiger nie wykrył dysku SATA, ba... on nawet kontrolerem za specjalnie się nie przejął. Żeby było zabawniej mam nagrywarkę dvd na sata - to mu nie przeszkadzało - ciamk!.
Ale ja jestem twardy! Postanowiłem eksmitować dane z dysku IDE i zainstalować. Skoro już ruszyło to kto wie, kiedy następnym razem się uda (wersja 10.4.8 poszła na pierwszy ogień), więc trzeba korzystać z okazji. No tam, klik, klik - tu się partycje zrobiło, tam wybrało dodatki i wziuum - leci. Już widać koniec i sobie nagle coś przypomniałem - ludzie mówili, żeby przy tworzeniu partycji wybierać MBR z wiadomych przyczyn... &*#$@$%!!! Już mija 6 godzina pojedynku, można sobie pozwolić na odrobinę wulgaryzmów. Ale opanowałem się. Instalator poprosił o restart komputera, pozwoliłem mu a zaraz potem już prawie na kolanach klęcze przed monitorem, no i jak zwykle nic to nie dało - br0 error.
Uff... stwierdziłem, że nie dam za wygraną i dam Tigerowi ostatnią szansę. Tym razem w napędzie wylądowała wersja 10.4.10. Ładnie się uruchamia, instalacja nie różni się znacząco od poprzednika. Poza jedną rzeczą - wykrył mi dysk SATA, ale w tym momencie już nie miałem siły na eksperymenty i pozostałem z dyskiem IDE. Kliku, klik - restart i bach! Uruchamia się, jest dobrze. Przyglądam się uważnie temu co jest wyświetlane na monitorze i zaczynam się zastanawiać, kiedy to wybuchnie - to mu nie pasuje, to jest w złej wersji a w pewnym momencie to nawet karta graficzna była "failed!". Nagle gaśnie monitor, by ponownie się włączyć i moim oczom ukazuje się... Mac OS X 10.4.10 w pełni okazałości :D. Przywitał się ze mną w kilki/kilkunastu językach (ładna prezentacja w sumie - Vista to pikuś :> ). Po przebrnięciu przez serię pytań dostałem możliwość poruszania się po interfejsie. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to zmieniłem tapetę:
Pora na widgety:
Całkiem miłe wrażenie. Dobra... ten system jest bardzo fajny ;-). Chociaż w międzyczasie jak chciałem nagrać coś moją "super wypasioną" nagrywarką na sata to się tygrysek zbuntował - wtedy to właśnie zauważyłem, że kontroler SATA jest read-only...
Pokusiłem się też o sprowadzenie MS Office 2004, ale średnio przypadł mi do gustu:
Tak włączyłem sobie póżniej to całe Apple Safari, ale użytek był z tego taki, że odpaliłem opera.com i zassałem normalną przeglądarkę. Safari to pseudo przeglądarka, ale lepsze to jak Firefox w sumie.
Na koniec obecny wygląd. Coś czuje, że dłużej zabawię z tygryskiem. Świetny system na desktop. Tylko mogliby trochę mniej sępić $$.
Jak widać po skrinie z widgetami pozwoliłem sobie na dłuższe obcowanie z tym systemem, ponieważ pierwsze wrażenie było za piękne, ale w sumie teraz też jestem entuzjastą tego systemu. Fajnie, że gry na to są... dobra... fajnie, że Colin McRae 2005 tu działa :>. A i MS AoE III też nie najgorzej śmiga. Mam też przez przypadek NFS Carbon, ale ta gra jest tak denna, że po włączeniu i sprawdzeniu jak to działa na pełnych detalach na tygrysku poszła do kosza.
Ale co tam gry. podoba mi się to, że tutaj wszystko niemal działa od pierwszego kliknięcia a instalacja takiego Adium polega na przeciągnięciu go na dysk. Cały program zawarty w jednej paczce i niemal tylko ustawienia są poza nim. Świetne. Klikam dwa razy - włącza się Adium. Klikam na "Show package contest" i otwiera mi się folder. Naprawdę niezły patent.
Podoba mi się też to, że ten system jest stosunkowo udanym połączeniem prostoty z Windows i funkcjonalności - z powiedzmy - Debiana :>. Można sobie wyklikać, można sobie spod terminala skonfigurzyć, gdzie oczywiście druga opacja jest dużo bardziej rozbudowana, ale większość osób jak słyszy, że kombinuję z tym systemem to mówią, żebym sobie wrocił do FreeBSD czy tam właśnie Debiana ^^.
Fajnie rozwiązane są efekty 3D. Dużo bardziej do mnie trafiają niż wyolbrzymiony Compiz Fussion. No... i tutaj działa to stabilnie w pelnym tego słowa znaczeniu. Hmm...
No właśnie - w sumie to w tym systemie nie ma tak wiele, nie jest też jakiś mega wybajerzony, ale jednak ma w sobie coś co skusiło mnie na oderwanie się od Visty i Debiana niemal od pierwszego uruchomienia. No nic... wciąga ten system strasznie ;-). Powoli zaczynam rozumieć za co ludzie kochają apple.
PS. Jeśli będą literówki to najmocniej przepraszam, ale już wyjątkowo zmęczony jestem -_-'
Powrót do reszty wpisów.
Komentarze:
1 |
aevin | dnia 25 sierpnia 2007, o godzinie 00:24:01 |
Również używałem, tylko że, dzięki Bogu (;)), na intelu. Działa stabilnie, ale jeszcze chyba poczekam, aż więksi ode mnie podopisują brakujące sterowniki do mojej dźwiękówki itp. :}
System jest kozacki. :P
2 |
wzs | dnia 25 sierpnia 2007, o godzinie 14:58:04 |
I tym sposobem spirala się nakręca, za jakiś czas stwierdzicie że ten koazcki system lepiej odpalić na koazckim dedykowanym sprzęcie i staniecie się fanboyami Apple`a ;)
Design by Draco.
Dodaj swój komentarz: